www.eprace.edu.pl » kobiety-w-prozie-tokarczuk » Zakochani w Agni

Zakochani w Agni

Zjawiła się w Nowej Rudzie zaraz po wojnie, sama, bez bliskich. Dostała pracę w aptece. Zakochała się w Nim, człowieku, który w błyszczących oficerkach przywracał kopalnię do życia. Po dwóch miesiącach wzięli ślub, dostali przydział na dom i z innych, jeszcze opuszczonych, znosili do swojego sprzęty i meble. Wyciągali z nich wszystko, co uważali za warte uwagi, co spowodowało, że na stałe przywiązali się do przedmiotów. Stało się dla nich ważne to, co materialne, posiadanie i nabywanie kolejnych rzeczy. On awansował, ona zapisała się na studia. Jeździli na zakupy do Wrocławia i Świdnicy, gdzie kupowali dobre, drogie ubrania, którymi lubili zwracać uwagę otoczenia.

Zabezpieczali się, kiedy wieczorem „szli do łóżka, w miłość”86. Nie chcieli mieć dzieci, to był dla nich banał, schemat, którego nie chcieli powielać. Ona bała się, że musiałaby się dzielić z dzieckiem miłością do Niego. Tłumaczyli się, że czasy są niepewne, że z dziećmi trzeba wciąż chodzić do lekarza, a tak byli wolni. Kupili pianino, znanej marki, które miało jedną małą wadę – głuche D, ona grała na nim, dając wytchnienie zmęczonym po pracy palcom.

Jednego dnia, z godziny na godzinę, wszystko się zmieniło. Dni stały się dla nich jakieś podobne. W tym czasie wykryto w jej jajniku guz. Czekały ją naświetlania, może operacja. Wtedy dopiero pomyślała, że jednak chciałaby mieć dziecko. Przygryzała wargi, ale on nie zauważał jej żalu. Wyjechał w delegację. Kiedy w nocy była sama przytulała do brzucha termofor, zakładała sweter i wełniane skarpety, a i tak wciąż było jej zimno.

Kiedy grzała się na werandzie zobaczyła idącego ulicą chłopca, jakby nie z tego świata, z długimi włosami, w skórzanej kurtce, z wojskowym plecakiem. Przyglądała mu się, a on to zauważył. Przystanął, popatrzył na nią i ruszył dalej. Po kilku chwilach wrócił i zaproponował, że mógłby skopać jej ogródek. Zgodziła się. Potem przyglądała się mu, jak pracuje. Wyglądał jak dziewczyna. Po skończonej pracy zaprosiła go na zupę. Kiedy jadł patrzyła na jego młodą, gładką i opaloną twarz. Powiedział, że nazywa się, Agni, że uciekł z domu dziecka i chce się dostać, przez otwartą granicę w Czechosłowacji, do Austrii. W zamian za skopanie ogródka, poprosił o nocleg. Zgodziła się, a zasypiając zastanawiała się czy chłopak już śpi i czy dla bezpieczeństwa nie sprawdzić kieszeni jego kurtki. Jednak bardziej, nie dawała jej spokoju myśl o jego nagiej, gładkiej skórze.

Nagle usłyszała kroki, ogarnął ją strach. W otwartych drzwiach zobaczyła chłopca. Spanikowała, włączyła lampkę i kazała mu wyjść. Tłumaczył jej, że przyszedł się z nią pożegnać, ponieważ uznał, że łatwiej mu będzie przekroczyć granicę w nocy. Kiedy się uspokoiła, przysunął się do niej i zaczął głaskać ją po szyi. Spytał, kiedy wróci jej mąż. W butach i ubraniu wszedł pod kołdrę. Powtarzała sobie, że to tyko sen. Rano dotarło do niej, że to działo się naprawdę. Chciała go wyrzucić, jednak on z ogromną pewnością siebie pocałował ją w szyję i szepnął: „Wcale tego nie chcesz. Chcesz żebym został do poniedziałku”87. Miał rację. Chciała żeby został. Kochali się znów, potem ona próbowała dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Zadawała pytania, ale nie odpowiadał. Opuścił dom, przed przyjazdem jej męża, obiecując, że wróci.

Po powrocie męża, usiadła przy nim, popatrzyła na niego i zaczęła płakać. Powiedziała przez łzy, że znów musi jechać do Wrocławia. Chcąc ją pocieszyć, wyciągnął z walizki pudełko z prezentem urodzinowym dla niej. Pozwolił go jej otworzyć miesiąc wcześniej. Kiedy zobaczyła, że kupił jej buty i torebkę z delikatnej cienkiej skórki, jej łzy wyschły.

Tłumaczyła się z czekania na Agni sama przed sobą, zastanawiała się czy tak postępując nikogo nie krzywdzi. On raz się zjawiał raz nie, a ona czuła, że jego obecność ją leczy, zbiera jej ciało w całość i nie pozwala mu się rozpaść. Wciąż nie wiedziała gdzie mieszka. Przychodził do niej z niezwykłym wyczuciem, kiedy męża nie było, jakby dobrze znał ich rozkład dnia, albo czytał w jej myślach. Wyjadał coś z garnków, kochali się i odchodził.

Żyła w dwóch światach, obok dwóch mężczyzn. Agni wcale nie pytał czy chce, był dla niej twardy, zajęty sobą. Dawała mu siebie, a on brał, zniewalając ją swoim dotykiem. Jego opalona skóra, „skwierczała” pod jej dłońmi.

Nie chciała kochać się z mężem, bo przy nim czuła, że umiera, przeszkadzał jej zapach jego skóry, przesiąknięty papierosami i smarem do maszyn. Mimo, że był bardziej czuły, kiedy się kochali, czekał na nią, zaglądał jej w oczy, to między jego ciałem a nią nie przeskakiwała żadna iskra, byli do siebie zbyt podobni. Kiedy odwoził ją do szpitala, poprosiła, żeby jej nie odwiedzał, a kiedy już miał odchodzić szepnęła – „powinno być sprawiedliwie. Powinni ci obciąć jaja”88.

Odczuł to jak policzek. Nie udało mu się wydusić żadnego słowa. Patrzyła na niego, kiedy odchodził, nie potrafił zrobić nic więcej, jak tylko poprawić nerwowo kapelusz. Został w domu sam. Brakowało mu gospodyni. Myślał nawet o znalezieniu starszej kobiety z lwowskim akcentem, takim, jaki miała jego matka.

Następnego dnia na schodach siedziała młoda, ładna, zielonooka dziewczyna w roboczych spodniach. Powiedziała, że poprosiła ją o pomoc jego żona. Weszła śmiało do domu i zabrała się za robotę. Kiedy zapytał, powiedziała mu, że ma na imię Agni. Przyniosła mu odgrzany bigos i herbatę. W wyobraźni zobaczył obraz jej nagiego, szczupłego ciała i poczuł niepokój. Wycofał się do sypialni tłumacząc się, że jest zmęczony. Poprosiła o klucze od domu mówiąc, że jutro przyjdzie i ugotuje mu gołąbki. W nocy miał erotyczny sen. Śniła mu się Agni.

Nazajutrz zadzwonił do szpitala, do żony. Mówiła bezbarwnie, a słów, które dotyczyły operacji nie chciał słyszeć. Kiedy wrócił do domu zobaczył tę zielonooką dziewczynę, trzymającą w ręku wielką główkę kapusty. Chodził za nią krok w krok, nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Cały czas przyglądał się jej. Kiedy podawał jej nóż, przytulił się nagle do jej ciała, poczuł jej zapach. Pachniała, ogórkami, czymś zielonym i świeżym, za czym zawsze tęsknił. Całował ją po twarzy, a nie usłyszawszy „nie”, kochał się z nią.

Powroty do domu stały się dla niego bolesne, zgromadzone w nim przedmioty, przypominały mu o chorej żonie w szpitalu. Czuł, że zawsze odpowiadając na jego pytania kłamała. Zastanawiał się, dlaczego. Była obca, jakby nie z tej gliny i to pociągało go w niej do szaleństwa.

Najbardziej, lubił leżeć z nią w łóżku, „wymęczony seksem”89 i opowiadać jej o sobie. Odkrywał w ten sposób swoje życie, a jednocześnie dotykał innej odmiany miłości. Ona „nie potrzebowała żadnej kokieterii, umizgów czy podchodów”90. Był jej wdzięczny, że była, że słuchała, że pachniała ogórkami. Zmierzył dziewczynie dłońmi talię i kupił dla niej we Wrocławiu spódnicę. Potem siedząc w Basztowej widział, jak w tej spódnicy szła ulicą.

Pojechał do żony. Była po operacji. Pomyślał, że ona zmaga się ze śmiercią, wystraszył się i łzy stanęły mu w oczach. Po powrocie nie mógł odgrodzić się od myśli, że ona umrze, a on będzie z „cudną Agnieszką”91. Wynajął pokój na przedmieściu i tam tuląc się do jej drobnych piersi wyznał płacząc, że chciałby, aby jego żona umarła.

Po jej powrocie do domu Agni więcej się nie pojawiła. Szalał, błądził po mieście i szukał jej. Siadał w Basztowej i pijąc wódkę za wódką i szukał jej wśród przechodniów. Wydawało mu się, że nie przeżyje jej nieobecności, „umierał od środka”92. Odsuwał się od żony.

Ona mówiła „wiem, że stałam się zgryźliwą jędzą”93 i też odchodziła od zmysłów z tęsknoty za Agni. Pod byle pretekstem wychodziła z domu i przyglądała się przechodzącym mężczyznom. Czasem zrozpaczona, wołała w noc: Agni, Agni … Agni, wierząc, że ją usłyszy. Chciała się zabić, ale nie potrafiła.

Oboje żyli tęsknotą. Świat stał się dla nich „papierowy, kruszył się”94, musieli uciekać poza własne, tęskniące wciąż ciała. Oboje tak żyli, „ale każde osobno”95. Nie mówili już do siebie kocham, zamiast tego w ich życiu pojawił się zwrot – trzymajmy się razem, który powtarzali sobie wciąż jakby to miało coś zmienić. Stali się mechanizmami, które bezmyślnie przeżywały kolejne dni. Ona ocknęła się pierwsza z tego marazmu i poczuła, że czas umierać. Złamała rękę, nie chodziła, nie mówiła. Zaczęło jej się plątać w głowie. Umarła, a on zaraz po niej.

Wystarczyło, aby w życie dwojga ludzi wszedł hermafrodyczny Agni, a uświadomili sobie jak puste było dotąd ich życie. Okrojone z marzeń, skupione na egoistycznych potrzebach, materialnych zachciankach. Młodość Agni wzbudziła w nich tęsknotę za utraconym czasem, macierzyństwem oraz ojcostwem. Zapragnęli posmakować jeszcze raz młodości. Szczupła postać Agni dawała im bezpieczeństwo, pomogła przetrwać trudny czas. Pojawiła się w momencie choroby żony i po jej powrocie do domu zniknęła.

Z tej nierealnej historii, można wyciągnąć smutny wniosek, że zbytni egoizm w miłości, przesadny materializm, ciągłe odkładanie rzeczy naprawdę ważnych na później, ma smutne konsekwencje. Zbyt szybko okazuje się, że nie jesteśmy już młodzi, a choroba może pozbawić nas doświadczenia bycia matką i ojcem.

Doświadczenie to powoduje, że opisani tu bohaterowie przeżywają kryzys, ich uczycie gubi się pod jego ciężarem. Wywołuje w nich chęć odmłodzenia się i zdobycia jeszcze jednej szansy poprzez romans z młodą osobą, jaką jest pojawiający się w ich życiu hermafrodyczny Agni. Narrator jednoznacznie pokazuje, że próba odzyskania straconego czasu może zakończyć się tylko ciągłą tęsknotą.



komentarze

Copyright © 2008-2010 EPrace oraz autorzy prac.